fbpx

Bonus: Co zrobiłam z niepotrzebnymi ubraniami i książkami? [notatka z wielkich porządków]

Disclaimer zamiast wstępu

 
To nie jest kompendium wiedzy eksperckiej a ja nie jestem specjalistką w obszarze produkcji odzieżowej, rynku wydawniczego, przetwarzania materiałów tekstylnych czy zarządzania czasem i domem. Jest to natomiast notatka zbierająca moje prywatne sposoby i sprawdzone praktyki, które podpatrzyłam, odkryłam lub wypracowałam z czasem i które mogą się komuś przydać. A ja jestem tylko zbiorem komórek spowitych skórą, który próbuje radzić sobie po swojemu w różnych sytuacjach. Ostatnio była to akurat sytuacja wielkich porządków domowych.
 
Chcę też podkreślić, że dzielę się poniżej wyłącznie sposobami, z których naprawdę korzystam, nie wspominam natomiast o szeregu alternatywnych praktyk, o których wiem, że sprawdzają się u innych osób lub o rozmaitych instytucjach czy organizacjach, o których wiem, że istnieją i działają, ale nie miałam z nimi do czynienia osobiście. Wszystko to dlatego, że w projektowaniu tego wpisu kierowałam się tą samą zasadą, która pomogła mi sprawnie i skutecznie pozbyć się ostatnio sporej nadwyżki przedmiotów. Wyrzucam to, czego nie używam.

Zasady, którymi się kierowałam

Czas limitowany. Bardzo fajnie jest złapać dwie sroki za ogon: pozbyć się niepotrzebnych rzeczy i trochę przy tym zarobić. Ale! Tylko jedna z tych srok może być priorytetem. Dla mnie było to szybkie uwolnienie się od psychicznego i fizycznego obciążenia, które gromadziło się w moim życiu wraz z rzeczami, które trzymam przy sobie, choć ich nie lubię i nie używam. I chociaż część rzeczy udało mi się sprzedać (o czym poniżej), to z mojej perspektywy bilans zysków i strat w tym procesie był niekorzystny. Zanim wystawione na sprzedaż rzeczy znajdą nowych nabywców, może minąć dużo czasu. Dużo czasu, który te wszystkie irytujące graty będą spędzać na przedłużających się wakacjach w moich szafach. Dlatego polecam rozwiązanie prawie kompromisowe: decydując się na wystawienie przedmiotów na sprzedaż, wyznaczam sobie limit czasu, który mogą one wisieć na stronie. Po tym terminie (daję sobie na to nie więcej niż 6-8 tygodni) nie mam litości i rezygnuję z potencjalnego zarobku, oddając wszystko pod opiekę kompetentnych organizacji (o czym również napiszę poniżej).

Czas nielimitowany. O ile ramy czasowe i kryterium względnego pośpiechu są ważne w sprawnych porządkach, o tyle nie ma absolutnie nic złego w założeniu, że: a. gruntowne odgruzowanie i ułożenie na nowo przestrzeni własnej może potrwać naprawdę długo; b. cały ten proces dzieje się nierównymi etapami. Z niektórymi rzeczami jest łatwiej się pożegnać, z innymi trudniej. Selekcja przedmiotów, które cię otaczają może odbywać się na tury. I nie chodzi mi tutaj o powielanie przaśnego porzekadła, że “musi swoje odleżeć, zanim się wyrzuci”, ale o zareklamowanie postawy wyrozumiałości wobec swoich relacji z rzeczami. Podchodząc do porządków z zaangażowaniem i wewnętrzną motywacją do zmiany, prawdopodobnie dowiesz się o sobie paru ciekawych rzeczy, może nawet takich, których zaakceptowanie trochę potrwa. It’s ok if it takes time. Wdech i wydech, kochani.

Lęki cicho. Teraz uwaga, bo sprawa jest delikatna. Jednym z powodów, dla których przez wiele lat chomikowałam najróżniejsze graty i szmatki był mój pesymizm. Jestem bardzo lękowa, bardzo nerwowa i bardzo czarnopatrząca w przyszłość. Mam tendencję do upychania do szaf rozmaitych ubrań, których nie noszę i nie chcę nosić, ponieważ zupełnie na serio boję się, że jeszcze przyjdą takie czasy, że nie będę miała się w co ubrać i każdy kawałek materiału będzie na wagę złota. Jak kiedyś napisała Joanna Kołaczkowska: “mam bardzo bujną wyobraźnię, boję się na przykład lawiny, żyjąc w mieście; czytuję, jak się uratować”. Dużo mnie kosztuje przezwyciężanie takich odruchów i powiedzenie sobie, że trzeba być dobrej myśli. Pomału i czasami  ale się udaje, bo w tym roku wreszcie rozstałam się z prawie całą zawartością szafy trzymanej na wypadek okupacji.

Sentymenty jeszcze ciszej. Są różne rodzaje “pamiątek”, co niestety nie jest wiedzą powszechną. Nie wszystkie pamiątki są fajne i cenne, a przedmiot nie nabiera wartości tylko dlatego, że o czymś mi przypomina. Przez lata zupełnie nie rozumiałam różnicy między dobrymi i złymi pamiątkami, stawiając na równi pierścionek po babci z sukienką, którą miałam na sobie, gdy ostatni raz odwiedzałam ją w szpitalu. Tymczasem jedna z tych rzeczy jest rzeczywiście cudowną pamiątką po ważnej osobie, ale druga podręcznikowym przykładem czegoś, co trzeba jak najszybciej wyrzucić w cholerę.

Prezent zamiast “prezentu”. Super jest dać komuś znajomemu coś, czego się nie używa, pod warunkiem, że ta osoba naprawdę tego potrzebuje i chce. Sama nieraz z grzeczności zgadzałam się przyjąć jakiś spadek, chociaż nie miałam na to ochoty, ale brakowało mi asertywności lub po prostu nie chciałam robić komuś przykrości. Ale też z drugiej strony, wiem, że zdarzało mi się stawiać kogoś w niezręcznej sytuacji, “wciskając” mu coś niepotrzebnego. W końcu wzięłam przykład z mojej siostry ciotecznej. Gabrysia podczas cyklicznego przeglądu szafy, typuje rzeczy, które mogłyby się spodobać konkretnym osobom. Nie wysyła zdjęć wszystkiego do wszystkich, pytając: “chcecie coś z tego?”, ale po wstępnej selekcji proponuje znajomym pojedyncze ciuchy, które jej zdaniem komponują się ze stylem tej osoby. Wciąż jednak normalnym jest, że ktoś może uprzejmie odmówić 🙂 Ale jeśli ludzie wymieniają się rzeczami zgodnie ze swoją szczerą wolą, tworzą się z tego czasem naprawdę ciekawe crossovery. Bardzo przyjemnie się patrzy na przyjaciółkę, która nadała nowe życie bluzce, która w mojej szafie siedziała na ławce rezerwowych. I bardzo przyjemnie nosi się letnią sukienkę po mamie chłopaka!

Konkrety: co z czym zrobiłam?

 
Ciuchy wystawiłam najpierw na Vinted, ale wkurzało mnie, że czas mija, a kartony i torby z marketów dalej psują mi humor upchane gdzieś po szafach, więc z tego zrezygnowałam. W zeszłe wakacje zarezerwowałam sobie regał w warszawskim Bazarze Miejskim (czekałam na wolne miejsce około półtora miesiąca) i byłam całkiem zadowolona z tego, co udało mi się dzięki temu sprzedać, ale moja koleżanka, która wystawiała się we wrześniu, miała zupełnie inne odczucia na ten temat, więc wygląda na to, że trzeba tam trafić na odpowiedni sezon zakupowy. Kilka pojedynczych rzeczy podarowałam znajomym lub rodzinie. Zniszczone egzemplarze poszły do kontenera PCK na tekstylia. Natomiast zdecydowaną większość ubrań, butów i torebek przekazałam organizacji Ubrania Do Oddania, którą serdecznie polecam. Zasady działania są proste: rejestrujesz się na ich stronie, zamawiasz bezpłatnie na wybrany przez siebie dzień kuriera, który odbierze od ciebie zadeklarowaną wcześniej liczbę kartonów z ciuchami (kartony musisz załatwić samodzielnie, polecam zapytać o nie w najbliższym sklepie spożywczym). Następnie wybierasz z podanej listy organizację charytatywną, którą chcesz wesprzeć swoją darowizną. Darowizna jest przekazywana przez Ubrania Do Oddania według przeliczenia 1 PLN za każdy kilogram podarowanej przez ciebie odzieży. Następnie ekipa Ubrań Do Oddania zajmuje się etyczną segregacją i dalszą dystrybucją przekazanych skarbów. 
 
Poza ciuchami i akcesoriami, na Bazarze Miejskim udało mi się wystawić i sprzedać też kilka książek. Całkiem sporo sprzedało się również przez Allegro (przy czym tutaj mam taką samą zasadę jak wobec Vinted: jeśli coś nie pójdzie w ciągu miesiąca lub dwóch, zdejmuję to ze strony). Dla większości zbywających książek znalazłam dwa dosyć ciekawe odpowiedniki Ubrań Do Oddania. Pierwszy to antykwariat online SkupKsiążek.pl. Przez stronę internetową wczytujesz numery ISBN książek, których chcesz się pozbyć. Antykwariat przelicza je na ceny (w moim przypadku było to między 1 a 6 PLN za książkę), następnie po akceptacji listy przez administratora (zdarza się, że jakaś pozycja zostaje odrzucona), trzeba wybrać datę odbioru książek przez kuriera. Kurier jest bezpłatny, ale musisz samodzielnie wydrukować list przewozowy i spakować książki. Po około dwóch tygodniach na podany numer konta przyjdzie wpłata za przekazane książki. Druga droga to strona Poczytajmi.pl, która zajmuje się przyjmowaniem książek i przekazywaniem ich czytelniom w całej Polsce (na ich stronie znajdziecie szczegóły działalności). Tutaj przekazanie książek następuje bezpłatnie, jednak podobnie jak w przypadku antykwariatu musisz samodzielnie zapakować i zaadresować paczki. 
 
Zamykam dzisiejsze zebranie i trzymam kciuki za domowe rewolucje!
~K. 
 
 
Photo by Valeriia Bugaiova on Unsplash

Tekst powstał dzięki stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego “Kultura w sieci 2020” w kategorii: literatura.