Gdzie jest jasno?

Najbardziej b?dzie mi brakowa? tego codziennego niezadowolenia. Ma?o kto potrafi by? niezadowolony w ten sposb. Tak solidnie i apetycznie niezadowolony na ka?dy temat. Moja sukienka ze studniwki, sukienka na wesele Piotrka, wszystkie inne sukienki, ktre kiedykolwiek jeszcze b?d? nosi? przecie? wszystkie one tak samo zas?uguj? na to, aby si? jej nie spodoba?. Kiedy sz?am do Pierwszej Komunii, mama kupi?a mi najpi?kniejsze na ?wiecie bia?e lakierki i kaza?a ukry? przed ni?, ?eby nie zrobi?a mi przykro?ci. I po chuj. I po chuj ja si? dzisiaj stroj? na wigili?, skoro nie omiecie mnie ju? wi?cej ten pot?piaj?cy znad tatarskiego nochala wszystko wzrok.

*

Dwadzie?cia lat temu moi rodzice ustawili mnie i mojego brata obok choinki i kazali si? u?miecha?. Razem z nami na zdj?cie za?apa? si? wielki dmuchany plastikowy dalmaty?czyk. Mia? – przysi?gam, ?e to prawda – mia? na imi? Suczka Dzindziora. Od tego czasu, takie zdj?cia powstawa?y co roku. P?niej byli?my ju? na nich we trjk?. Moja rodzina nie p?awi si? w tradycjach, ani drobnych sentymentach. Ale tego, ?eby zdj?cie naszej trjki zosta?o jak najszybciej po wigilii wywo?ane, oprawione i powieszone na ?cianie rwno ze swoimi poprzednimi edycjami – tego pilnujemy jak lepszej sprawy.

*

Pusty talerz na stole – dot?d symbol strachu przed mog?cym si? pojawi? znik?d i z nag?a Nieznajomym Dziadem. Dzisiaj ten talerz przestanie by? anonimowy. To puste miejsce to spotkanie wp? drogi mi?dzy tymi, ktrzy musz? i?? ju? dalej i tymi, ktrzy nigdy tak naprawd? nie znikn?. W tym roku po raz pierwszy b?dziemy nalewa? do fili?anek barszcz mojej mamy.

– Zbyszku, zjedz co?, bo jeste? zaniedbany.

– Jad?em ju? pierogi, a w ramach zupy napij? si? piwa.

– I bardzo dobrze.

*

Plastikowa choinka by?a pierwsz? rzecz?, jak? rodzice kupili do tego domu dwadzie?cia siedem lat temu. Gdy byli?my mali, upierali?my si?, ?eby choink? ubiera? jak najwcze?niej. Najlepiej jeszcze w listopadzie. Wiele mo?na powiedzie? o moim rodzinnym domu, ale nie to, ?e brakowa?o tam luzu i u?a?skiej fantazji. Tata bez obciachu maszerowa? do piwnicy jedenastego listopada a my rzucali?my si? na bombki i ?a?cuchy, ostatecznie godz?c si? na zaproponowany przez mam? kompromis – ?e na razie nie b?dziemy jeszcze puszcza? kol?d.

*

By?a surowa i bardzo dumna. Nigdy w ?yciu nie widzia?am, ?eby si? garbi?a. Da?a mi szlacheckie korzenie i woreczek kompleksw. Nigdy nikogo tak naprawd? nie chwali?a. Przynajmniej nie w oglnie przyj?tym j?zyku. Mia?a w?asn? czu?o??, ktr? nauczy?am si? rozpoznawa? ju? w doros?o?ci. Dzwoni?am wi?c do niej z Warszawy, ?e t?skni? za jej mielonymi i ?eby szykowa?a na sobot?. Lubi?a, gdy wprasza?am si? na obiad. Udawa?a, ?e nie przystoi jej plotkowa?, ale Bg mi ?wiadkiem, ?e lubi?a, gdy j? do tego prowokowa?am! Kiedy? by?am z nimi na obiedzie w grach. Dziadek zachwyca? si? pierogami z owocami. Wezwa? m?odego kelnera i kaza? mu przekaza? kucharzowi, ?e to s? najlepsze pierogi na ?wiecie. Babcia odczeka?a chwil?, po czym westchn??a i rzeczowo oznajmi?a. No, bez przesady, bez przesady, Zbyszku. Po prostu – bardzo dobre pierogi.

– Opowiadaj mi.

– To samo?

– To samo.

K.

Rekomendowane artykuły