Book Club #1: „Frajda” Marty Dzido

Ta ksi??ka co? takiego robi z cz?owiekiem. Zacz??o si? ju? od pierwszych stron, czytam i czuj?, ?e wiruje wok? mnie jaki? nowy zapach. ?wie?y, raczej rzadki w konsystencji, ale jakby ci??ki i mroczny. S?odko-ostry. Taki, ktry jednocze?nie uspokaja g?ow? i nap?dza zmys?y do dzia?ania. Taki, ktry szepcze do ucha: „chod?, no chod?…”. Taki, ktrych pachnie jednocze?nie domem i przygod?.

Czy to ta mocna herbata tak mnie przyci?ga i otula? Czy to nowy p?yn do prania o zapachu bergamotki, ktry tak naprawd? pachnie zupe?nie inaczej ni? wyobrazi?am to sobie po przeczytaniu etykietki? Moje perfumy? Nie, raczej nie. Szampon do w?osw na pewno pachnie inaczej, te? ?adnie, te? wci?gaj?co, ale jednak bardziej kremowo. Nale?? do tych pretensjonalnych ludzi, ktrzy w?chaj? ksi??ki i my?l?, ?e to jako? o nich ?wiadczy, ale tym razem jestem pewna, ?e to, co tak mn? kr?ci i obraca to nie jest zapach papieru. I mam racj?. Bo przysi?gam, przysi?gam, ?e tak po prostu pachnie historia, ktr? czytam.

Zapytana, o czym to jest ksi??ka, najch?tniej odpowiedzia?abym, ?e jest o nie-mi?o?ci lub wszystkim tylko nie o mi?o?ci. Jak w teorii zbiorw, gdzie wystarczy postawi? znak ma?ej morskiej falki ~ przed zmienn? a, ?eby do zbioru wesz?o dos?ownie wszystko, co istnieje na ?wiecie, z wyj?tkiem biednego a, dos?ownie wszystko co jest ~a. A w?rd zbioru rzeczy, ktre nie s? mi?o?ci?, s? przecie? i takie, ktre mieszkaj? od niej bardzo bardzo daleko (np. seks) lub bardzo bardzo blisko (np. seks).

Intuicyjnie, gdy s?ysz? o czyjej? twrczo?ci, ?e jest zmys?owa, podejrzewam, ?e ta zmys?owo?? zamkni?ta jest w jej tre?ci. Tymczasem cz??ci? frajdy jest odkrywanie sensualno?ci w formalnej warstwie „Frajdy”: w stylu narracji, uk?adzie tekstu, naprzemiennym rytmie. To ksi??ka krtka, ktr? czyta si? d?ugo. Sto czterdzie?ci stron tak pe?nych drobiazgowych obrazw, porwna? i drobnych ?ciegw, ?e s?owa uk?ada si? w g?owie wolniej i uwa?niej ni? podpowiada czytelnicze przyzwyczajenie. To ksi??ka szybka, ktr? czyta si? wolno. Obraz p?dzi za obrazem, dziewczynka, m?oda doros?a i dojrza?a kobieta zlepiaj? si? w jeden g?os, nie wybrzmia?a jeszcze dobrze kropka w zdaniu po?egnania, a w nast?pnym akapicie on znowu jest w niej. A jednak tempo czytania jest zupe?nie inne ni? tempo historii.

Z jednej strony czuje si? pokus?, by ?yka? kolejne strony jak tabletki bez popijania, syci? si? kolejnymi uczuciami kochankw do siebie nawzajem, dobrn?? do ko?ca w ci?gu jednej nocy, wreszcie: jak ka?dy normalny czytelnik, dowiedzie? si?, co by?o dalej i dok?d zmierza ta historia. Jednak w tym samym czasie w g?owie odzywa si? przytomny g?os: im d?u?ej to wszystko trwa, tym lepiej dla ciebie. Ostatnie zdanie nigdzie ci nie ucieknie. Dylemat kochankw i dylemat czytelnikw krzy?uj? si? w podobnej rozterce. Ona si? spieszy, bo chce jak najszybciej, ale te? powoli, ?eby jak najd?u?ej. On czeka na spotkanie, ale te? jakby nie czeka, bo przecie? coraz lepiej radzi sobie z t?sknot?, wi?c po co dra?ni? t? ran? jej dotykiem, od nowa? Cia?o z cia?em zlewa si? w jedno, mi?dzy spocone brzuchy nie mo?na wcisn?? p?atka stokrotki, a przecie? mi?dzy ?yciem jednego i drugiego zmie?ci?by si? ca?y ?wiat.

Ciekawe, ?e na spotkaniu z czytelnikami Autorka powiedzia?a, ?e napisanie tej ksi??ki by?o dla niej uwolnieniem. Ciekawe, bo lektura tej ksi??ki zniewoli?a moje my?li na par? d?ugich dni. Ciekawe jest te? to, ?e na p?ce w ksi?garni pod has?em „Erotyki” przytulaj? si? tak bardzo r?ne od siebie ksi??ki. Ciekawe, ?e kto? mi kiedy? powiedzia?, ?e w seksie jak w niczym innym wszystko zale?y od inteligencji. I ciekawe, ?e jednocze?nie kusi mnie ta my?l i odpycha, i bujam si? mi?dzy ni? a ~ni?.

Krtko mwi?c, ta ksi??ka jest tak ?wietna, ?e jestem niemal?e dumna, ?e w zesz?e wakacje, pewnej gwarnej nocy na Lubelszczy?nie, Marta Dzido widzia?a, jak rzygam.



~K.

Fot. Micha? Turlewicz



Rekomendowane artykuły

Dodaj komentarz