My

Nie lubię poradników. Uwielbiam poradniki.

Nie znoszę tego, że oszukują i opierają się na niewypowiedzianych założeniach. Nie znoszę tego, że mają kłamliwe tytuły z gatunku “Jak poprawić w twoim życiu to i tamto”, podczas gdy wszystkie nazywają się tak naprawdę tak samo: “Dlaczego sposób, w jaki żyjesz jest złym sposobem by żyć, wydaj pieniądze, by się dowiedzieć”. Pewnie już teraz zniechęciłam cię do dalszego czytania, uprzedzę więc: słyszę, jak banalna jest moja frustracja. Jest tak samo banalna, jak naiwność i żal, których podszepty prowadzą mnie od czasu do czasu do alejki oznakowanej jako “Zdrowie i styl życia”. Daj mi szansę.

Małpia miłość

Znam dwa sposoby, żeby sprawdzić, czy mogłabym się w Tobie zakochać. Pierwszy: gdy mam ochotę usiąść naprzeciwko i w nieskończoność rzucać kolejne tematy, pytając: a co Ty o tym myślisz?. 

Taco Hemingway nagrał nową piosenkę. Chleb jest coraz droższy. Moi znajomi się pokłócili. A co Ty o tym myślisz?

Drugi: gdy mam ochotę dotykać Cię po twarzy.

28 myśli na 28. urodziny

1. Przyjaciele są wszystkim.

2. Życie się kończy i zaczyna wiele razy w ciągu życia.

3. Czasem jest tak, że się czyta książkę za książką, a czasem nic przez pół roku i też git.

4. Moja postawa wobec świata na ten moment życia wyraża się w słowie: „ok”. W stylu takiej luźnej rozmowy, że: jesteś na tak? jestem na ok.

Chodź, jutro spróbujemy jeszcze raz

Jakby mnie ktoś wyrwał z korzeniami –  mówię do pani Marty, gdy pyta, jak się teraz czuję.

To bardzo cielesny, bardzo konkretny stan. Mam wrażenie, że nie jestem w stanie chodzić prosto, że mam usztywnione kolana. Zamiast je zginać, z każdym krokiem zataczam stopami dziwne, pijane kręgi – jakbym była wielkoformatowym cyrklem.

Jakbym nie miała nic w środku – dodaję. A pani Marta – a może to już mi się przyśniło –  rozcina mi brzuch i śmieje się, że przecież tutaj od dawna były już tylko stare gazety.

Book Club: Niespodzianka!

Moja stara jest fanatyczką? czytania. Całe mieszkanie zawalone książkami. Najgorzej.

A, nie, to jednak nie tak było.

Na początku tego roku zaczęłam nagrywać filmiki o książkach, które czytam. Dla znajomych. Ponieważ poczułam, że sprawia mi to dużo frajdy, a Michał poczuł ciarki żenady, widząc, że nagrywam się kalkulatorem, postanowiliśmy zadziałać zespołowo, wydając na świat program pt. “Z książką wśród zwierząt”.

Strach makes the world around, world around, world around…

Kiedyś miałam w głowie inne przekonania niż teraz. Myślę, że w pewnym okresie moje poglądy można by nazwać „nijakie skręcające w prawo”. Był nawet czas, gdy nazywałam siebie imieniem, w które wówczas naprawdę wierzyłam, a które dzisiaj łamie mi serce i pluje wstydem – a p o l i t y c z n a. Na takie jak ja wymyślono jednak dawno temu dużo lepsze określenie: młoda i głupia. Kiedyś byłam młoda i głupia.

Tytuł i treść

Z tytułami, zgrabnymi, nazywającymi rzeczy i ludzi po imionach hasłami, mam relację trudną i niewdzięczną. Czułam to już w szkole, zazdroszcząc Jędrzejowi, gdy na pierwszej lekcji zapoznawczej w liceum, podczas rundy wstydu znanej powszechnie jako niesprawiedliwa gra pt. „przedstaw się i powiedz coś o sobie”, on bez cienia skrępowania wstał, odgarnął z czoła nieprzyzwoicie zadbaną grzywę i zamruczał: „mam na imię Jędrzej i trenuję taniec towarzyski od dziewięciu lat”.

Relacja czy więź

Powiedzieć, że temat chodził po mnie od dawna, to zbyt duży skrót. Z drugiej strony, powiedzieć, że chodził po mnie od zawsze – to banał. Na taki temat nie ma dobrego momentu, bo każdy moment jest równie dobry. Natrętna myśl wędruje pod skórą jak rak nieborak, droczy się ze mną i chociaż nie gryzie, zostawia znak. A jednak ostatnio coś się stało. Kilka drobnych zbiegów okoliczności, parę słów, które przypadkiem się zrymowały i proszę: znowu nie mogłam w nocy spać.

Obietnica ciekawego życia

Wybrałam się z przyjaciółką na naprawdę długi spacer. Było ciepło, choć późno. Wyruszyłyśmy wieczorem, za cel obierając krótki przemarsz po osiedlu. Dzień wcześniej zadzwoniłam do niej z prośbą o spotkanie. Znalazłam się w dziwnym momencie, trochę nie wyrabiałam się z myślami. Miałam za sobą świeżo odbytą podróż pociągiem, podczas której inwazja rozkmin była tak silna i męcząca, że przed krzyczeniem na całe gardło powstrzymywała mnie tylko plakietka na oknie, przypominająca przytomnie: „strefa ciszy”.