fbpx

Dziewczyny, których się nie rani

Odkąd pamiętał, zawsze marzył o jednej z takich dziewczyn. Mieć na własność jedną z tych długonogich piękności z kolorowym czasopismem w niedomkniętej torbie i karnetem na siłownię w portfelu. Portfelu dorosłej kobiety, bez żadnych pluszowych wykończeń, breloczków z kotkiem albo, o zgrozo, z jej własnym imieniem, bez naklejki WOŚP oszpecającej gładką powierzchnię litej skóry. Marzył o małych różowych majteczkach zaplątanych gdzieś we wspólnym praniu pomiędzy jego zmiętymi koszulami. O kremie do rąk schowanym pod łóżkiem. O długich ciemnych włosach zatykających odpływ wanny.

Odkąd pamiętała, marzyła, aby być jedną z takich dziewczyn. Tych zawsze delikatnie opalonych, wyzwolonych miejskich surferek, z plecakiem i plecioną bransoletką wokół kostki. Chłopczyca, która jednocześnie miała w sobie coś nieprawdopodobnie sensualnego. Takie dziewczyny są jak środek lata, jak przejrzała śliwka, której od fermentu wewnętrznego ciepła pękła skórka. One nigdy nie suszą włosów, nie malują ust. Zawsze noszą pod koszulką kostium kąpielowy, na wypadek nagłego skoku do wody. Są jak chodząca wolność, jak marzenie o wakacjach. Ich skóra pachnie jak morze i gdyby tylko potrząsnąć jedną z nich wystarczająco mocno, zewsząd posypałby się piasek.

W dwudziestej czwartej wiośnie swojego życia zdawała sobie trzeźwo sprawę z kilku niewzruszonych faktów na temat życia i śmierci. Po pierwsze, mało jest ludzi, którzy godzą się na najlepsze. Po drugie, jeśli nie możesz stwierdzić, co jest nie tak z czyjąś twarzą, problem prawdopodobnie leży w brwiach. Po trzecie, wszyscy mężczyźni marzą o tym, aby umawiać się z modelkami. Nie była to co prawda wiedza codziennego użytku, była to jednak wiedza niezbędna. W tych kilku surowych kawałkach rzeczywistości zawierała się jej osobista deklaracja dorosłości.

Koniec złudzeń – powiedziała sobie pewnego dnia, drąc na kawałki zdjęcia, z których i tak już kilka miesięcy wcześniej wycięła wszystkie twarze poza swoją własną. Koniec złudzeń – powtarzała sobie, zakładając konto na portalu randkowym, wiedząc że robi to tylko po to, żeby po kilku dniach je usunąć i móc, wzruszając ramionami i wydychając dym papierosa z miną kobiety „która wie”, tłumaczyć koleżankom, że „to nigdy nie miało sensu”.

Szukając tej jedynej, uczył się szacować swoje szanse na sukces. Paradoksalnie, kobieta, przy której czuł się pewnie, z miejsca nie zasługiwała na jego uwagę. Potrzebował wyzwania, kogoś, kto go onieśmieli, kogoś, kto każe mu dorosnąć. Kobiety, która powie: „niczego ci nie dam” tonem, który sugeruje, że mogłaby dać ci wszystko. Nie potrafił tego uzasadnić, więc nikomu o tym jeszcze nie mówił, ale był całkowicie pewien, że kiedy ją spotka, od razu ją rozpozna.

Nie uważała siebie samej za osobę, która pielęgnuje w wyobraźni model idealnego mężczyzny. Swoje oczekiwania wyznaczała raczej metodą negatywną, podliczając kolejne cechy niepożądane, o jakich uświadamiali ją hojni sponsorzy weekendowych wyjść do teatru i do zoo. Naturalnie, jak każda duża dziewczynka, miała swoje typy. Szczególną wagę nadawała kształtowi nosa, chcąc – zważywszy na własny tatarski rodowód – dać swoim nienarodzonym dzieciom choć połowę szans na karierę w modelingu.

Spotkali się dokładnie w Dzień Dziecka. Dokładnie w dniu, kiedy termometry po raz pierwszy tego roku wskazały trzydzieści stopni w cieniu. Dokładnie w trzecim dniu jej cyklu menstruacyjnego. Dwa dni po tym, kiedy postanowiła usunąć tę głupią aplikację ze swojego telefonu. Pięć dni po jego urodzinach. Półtora roku przed tym, kiedy miała odpowiedzieć „tak” na pytanie, które zada jej na klęczkach.

Porzuciła go pół roku przed planowanym ślubem. Na tyle wcześnie, aby zaproszenia nie zostały jeszcze wysłane. Na tyle późno, aby zaliczka dla fotografa przepadła bezpowrotnie. Na tyle wcześnie, żeby złamać mu serce. Na tyle późno, żeby złamać mu serce. Na tyle beztrosko, aby sensu nabrało dziecinnie proste pytanie. Komu to wszystko jest jeszcze potrzebne?

Chcesz być jak inne, inne chcą być jak ty. Ale nie ma takich dziewczyn, których się nie rani.

 
~K.


Ilustracja: “Plotkara” (2007-2012), prod. Josh Schwartz, Stephanie Savage

Proponowane teksty