fbpx

Bajka o wronie, której złamało się serce

Niedawno i naprawdę zupełnie niedaleko stąd (w zasadzie można by nawet powiedzieć, że: tutaj i teraz) – pewnej Wronie złamało się serce.

To stało się tak nagle, bez żadnego uprzedzenia. Wrona miała akurat wolną środę (a trzeba dodać, że Wrona bardzo lubiła mieć wolną środę, wolne środy są jak wiadomo o wiele bardziej emocjonujące niż takie sobie zwykłe soboty czy nawet niedziele). Obudziła się około dziewiątej rano, pamiętając, że w nocy śniło jej się coś bardzo miłego. Od rana miała dobry humor. Przetarła oczy, dziób, wyszczotkowała skrzydła. Zaparzyła kawę, zagotowała trochę mleka i otworzyła kalendarz, aby zaplanować ten zupełnie nowy i czysty dzień. Postanowiła wolny czas spędzić w domu, lubiła bowiem prace domowe. Lubiła też planowanie – zatem nie mogła sobie odmówić przyjemności zaplanowania tych wszystkich domowych czynności na pięknej białej karcie swojego ulubionego kalendarza. Właśnie miała zapisać w notesie: „punkt piąty: porozciągać się”, kiedy serce Wrony nagle się złamało. „Ojej, znowu…” – wyszeptała sama do siebie. „Dlaczego to serce zawsze łamie się w najmniej odpowiednim momencie?”.

Tak, zgadza się: to nie był pierwszy raz, kiedy serce Wrony pękło na pół. Tak naprawdę to zdarzało się to tak często i regularnie, że Wrona zdążyła już do tego przywyknąć. „Po prostu jestem wroną tego gatunku, mam wiecznie złamane serce i już” – odpowiadała, gdy ktoś ją o to zagadywał. Przez te wszystkie lata Wrona nauczyła się już opanowywać tego rodzaju sytuacje. Już dawno temu, przy pierwszym czy może drugim złamaniu zorientowała się, że znalazłszy się w takim położeniu, należy pić dużo wrzątku. „Wrzątek otacza opieką od wewnątrz” – tłumaczyła Wrona, kiedy ktoś pytał ją o ten zwyczaj.

Ten nagły wypadek pokrzyżował Wronie plany na ukochaną środę. Jeszcze rano, gdy się obudziła, miała nadzieję przeżyć cały nadchodzący dzień jednym tchem, tymczasem złamane serce wszystko zmieniało. Powszechnie zdanym faktem jest przecież, że ze złamanym sercem każdą godzinę należy przeżywać osobno, żeby nie brać na siebie naraz zbyt dużo. O wiele łatwiej jest przecież wytrzymać w bólu jedną godzinę, niż cały dzień. Wrona sięgnęła po krzyżówkę i zamoczyła pazur w atramencie. „Trzeba będzie to przeczekać” – pomyślała ze spokojem, biorąc łyk ukochanego wrzątku – „Dobrze, że przynajmniej lubię krzyżówki”. W ten sposób Wrona przetrwała pierwszą godzinę.

Kiedy Wrona rozwiązała już wszystkie panoramiczne (nie przepadała za tymi fikuśnymi „jolkami”) i z ciekawości zajrzała do słownika, aby sprawdzić jedno z nieznanych jej haseł – coś na temat żagli i lin – przyszła pora na poradzenie sobie z drugą godziną. Wrona uznała, że będzie to doskonały moment na napisanie listu do samej siebie. „Droga Wrono” – naskrobała na kartce. Przyjrzała się atramentowym literom w odcieniu szmaragdu na białym papierze. Pokiwała głową i zacmokała z niezadowoleniem. „Ten papier mi się nie podoba, muszę sięgnąć po bardziej odświętną papeterię – w końcu jest to list do mnie samej”. Poszperała w sekretarzyku, aż w końcu znalazła coś odpowiedniego. „Trzeba się szanować!” – powiedziała do siebie, rozkładając na biurku piękny błyszczący plik papierów i kopert w kolorze kości słoniowej. Pisanie listu do siebie samej zajęło Wronie dokładnie sześćdziesiąt minut wypełnionych kreślonymi tuszem wyrażeniami takimi jak: „kochana Wrono”, „droga przyjaciółko” czy: „wierna towarzyszko”. Pisanie listów zawsze jej pomagało, bez zdziwienia przyjęła więc fakt, że kolejne dwie godziny udało jej się po prostu przegapić.

Około południa przyszła kolej na specjalną drzemkę. W tym Wrona była naprawdę dobra. Ułożyła się wygodnie na ulubionej, gęsto liściastej gałęzi i podwinęła skrzydła tak, aby stanowiły miękką poduszkę dla głowy. W dni takie jak ten potrzebowała dwa razy więcej snu niż zazwyczaj. Bardzo lubiła wyobrażać sobie, że dobre uczucia takie jak nadzieja, pogoda ducha, miłość to małe płomyki wewnątrz jej ciała. Logiczne wydawało jej się, że w trudniejszych chwilach musi dostarczyć sobie dwa razy więcej energii, aby rozgrzać przygasłe ogniki. Rytmicznie oddychając, przespała trzy następne godziny.

Z drzemki wybudził ją głód. „Oho, przyszła pora obiadu” – pomyślała, rozprostowując pogniecione pióra. Spojrzała na swoje zapasy – niestety nie było ich zbyt wiele. Niezbyt podobał jej się pomysł wyprawy w głąb lasu po brakujące składniki na obiad, zajęłoby jej to zbyt dużo czasu (wiadomo bowiem, że ze złamanym sercem lata się wolniej i niżej niż zazwyczaj). „Zostaję w domu” – postanowiła i sięgnęła po znalezione między szyszkami resztki jakiegoś robaczka.

Robiło się ciemno, a schwytany robak smakował całkiem dobrze. Wrona, która wcześniej nie miała ochoty wyprawiać się w głąb lasu w poszukiwaniu jedzenia, nagle zapragnęła odbyć samotny lot między koronami drzew. Wrony nie powinny samotnie latać po zmroku w gęstym lesie, to było niebezpieczne. Ona jednak lubiła się bać. Podczas lotu, gdy była zupełnie sama, strach ogarniał cały jej organizm. Nie czuła niczego poza strachem. Niczego – poza strachem. To było takie oczyszczające, zanurzyć się w tym jednym uczuciu, wykąpać się we własnym lęku i tym samym zmyć z siebie wszystkie pozostałe uczucia. Wrona latała tak całą noc i nawet ja nie wiem, co się z nią wtedy działo.

Do domu wracała z samego rana, sama była nieco zaskoczona tym, jak daleko odleciała podczas tej samotnej nocnej wyprawy. Z oddali dostrzegła, że ktoś czeka na nią na gałęzi pod jej gniazdkiem.

– Dzień dobry, Wiewiórko – zawołała Wrona, zbliżając się do swojego drzewa.

– Witaj, Wrono, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam – odpowiedziała wysokim głosem Wiewiórka.

– Zapraszam do środka – powiedziała Wrona, lądując na gałęzi tuż obok Wiewiórki.

Wrona lubiła rozmowy z Wiewiórką, która znana była w lesie z długiego języka i krótkiej pamięci. Dzięki tym dwóm cechom charakterystycznym, Wiewiórka była doskonałą powierniczką sekretów: chętnie słuchała i dzieliła się wiadomościami, ale bardzo szybko zapominała, co kto jej opowiedział.

– Co robiłaś w lesie tak wcześnie rano? – zagadnęła Wiewiórka.

– Miałam ochotę na wycieczkę, powietrze o wschodzie słońca jest takie rześkie! – Wrona odpowiedziała wesoło.

– Ach tak? – Wiewiórka zamyśliła się i po chwili wahania dodała – Dzięcioł mówił, że widział Cię wczoraj na gałęzi, gdy ucinałaś sobie drzemkę w środku dnia…

Wrona spuściła głowę i zakryła dziób skrzydłami.

– Czy to znowu się stało? – zapytała stroskana Wiewiórka – to, o czym mi tak często opowiadałaś?

Wrona skinęła głową, wciąż otulając się własnymi skrzydłami.

– Jesteś taka dzielna – stwierdziła Wiewiórka, patrząc na Wronę z podziwem – cały las podziwia to, jaka jesteś silna i wytrwała za każdym razem, gdy to znowu się zdarza. Wszyscy cenią sobie te twoje niezawodne sposoby. Krzyżówki, ciepła woda…

– …wrzątek – wyszeptała Wrona – to musi być koniecznie wrzątek.

Wrona podniosła głowę i spojrzała wprost na Wiewiórkę.

– Wiele osób myśli, że cierpienie nadaje sens życiu, że życie bez bólu nie ma żadnego znaczenia, ale ja myślę, że nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Nikomu dotąd tego nie mówiłam – zawahała się przez moment, po czym mówiła dalej – ale po tych wszystkich latach, kiedy znam to uczucie na pamięć, wydaje mi się, że najważniejsze jest to, że za każdym razem boli mnie tak samo.

Chwilę siedziały obok siebie na gałęzi w kompletnej ciszy.

– Wiesz, poprzedniej nocy śniło mi się, że nie miałam serca – wyszeptała Wrona.

Post scriptum

Kochana Wrono, która czytasz moje słowa i zajrzałaś do tej opowieści, ponieważ uwiodłam Cię „złamanym sercem” w tytule – wybacz mi. Wybacz mi, moja wierna Towarzyszko, bo ta bajka nie ma zakończenia. Wrona żyje w lesie i za każdym razem, gdy jej serce pęka, cierpi tak samo. Droga Przyjaciółko, nie przeczytasz tutaj, że ból Cię uświęci, ani że to wszystko ma sens a życie bez bólu byłoby nieznośne. Jedyne, co Wrona może Ci dać, to ta obietnica. Obiecuję Ci, że obecny ból minie i że zanim pojawi się następny – jeszcze kilka razy nie będziesz mogła złapać tchu ze szczęścia. Przysięgam, że to się nigdy nie skończy i że zawsze będzie boleć tak samo, ale w tych krótkich przerwach między jednym a drugim złamaniem – będziesz jeszcze płakać z radości.

 

 

Ilustrowała Julia Siekańska

Proponowane teksty