fbpx

Nie lubię pisać

 Pisanie mnie boli. Zupełnie dosłownie, fizycznie. Nie ma znaczenia jakie to pisanie – recenzja, zapis własnej myśli, esej, praca roczna – za każdym razem sformułowanie w zgrabny sposób treści wypełniającej głowę stanowi wyzwanie.

Oczywiście, im jestem starsza, tym jest gorzej. Jestem świadoma coraz większej liczby kryteriów potencjalnej oceny tego, co napiszę (to wrażenie jest akurat stopniowalne, w zależności od formalnego statusu zapisków) i własnych braków, czy też – by dostosować się do retoryki „korpo”– obszarów rezerwy.

Zanim w końcu wydłubię (sic!) z własnego mózgu słowo/zdanie/sformułowanie, które precyzyjnie wyrazi to, co chcę aby wyraziło, mija dużo czasu. Zanim je zapiszę, jeszcze chwila. A zanim je w końcu zaakceptuję – zdążę już dawno rozstać się z nim, zarzucając mu: a. infantylność, b. niespójność logiczną, c. kłamstwo, d. pretensjonalność, e. naiwność, f. banał, g. bełkot… niepotrzebne skreślić.

A więc skreślam – i męczę się dalej.

Presja pierwszego zdania 

Książki przeczytane, notatki się piętrzą, zegar cyka i stuka. Pranie zrobione, mieszkanie posprzątane, paznokcie świeżo pomalowane – schną. Po nieodłącznej fazie procesu tworzenia jaką jest obezwładniająca niechęć do zajmowania się właśnie tym, czym należałoby, nadchodzi moment bolesnej konfrontacji z niezapisaną kartką.

Nie pamiętam już, gdzie i kiedy to wyczytałam, faktem jest jednak, że odkąd to się wydarzyło, u podstaw mojego życiowego credo legło wdzięczno-gorzkie przekonanie zaczerpnięte od Ernesta Hemingwaya. „Pierwsza wersja czegokolwiek jest zawsze gówniana” – powiada on przaśnie. A ja, spuszczając skromnie wzrok, dokonuję remanentu własnego żywota i kryjąc rumieniec, przyznaję: niestety, chyba tak.

Ta fraza, której rzeczywiście silnie zaufałam, jest błogosławiona i przeklęta w swoim wpływie. Z jednej strony, niesie otuchę – spokojnie, mała, dasz radę, nikomu nie wychodzi nic doskonale za pierwszym razem, nie przejmuj się spaloną próbą. Z drugiej jednak strony, to zdanie to złośliwy demon demotywacji: po co mam się tak męczyć nad tymi pierwszymi słowami, skoro i tak przewiduję, że będę musiała je wykreślić na rzecz nowych wersji. Biorąc pod uwagę obie te prawidłowości, pozostaję jednak wierna Hemingwayowskiej radzie (obserwacji?) i postanawiam dalej mozolić się nad konstruowaniem kolejnych wersji prim.

Z góry na dół – z dołu do góry 

Kolejne wersje akapitów przeradzają się w osobne pliki, pliki pakuje się w foldery – każdy z nich obiecuje, że jest tym właściwym. Dla spokoju sumienia przechowuję zapis nawet nieudanych pomysłów. W końcu pojawia się moment najstraszniejszy. Otóż właśnie wtedy, gdy n-ta próba ułożenia własnych intuicji w spójną i logiczną (chciałoby się oczywiście dodać próżnie: nowatorską, ha!) całość okazuje się chybiona – właśnie wtedy dociera do mnie, że powód moich męczarni i niepowodzeń twórczych jest na wyciągnięcie ręki. Ja po prostu jestem na to za głupia. Wobec takiej konkluzji któż zdołałby ocalić własne morale przed nieprzyzwoitym susem wprost do piwnicy?

Zawsze, ilekroć ten schemat się powtarza, dziwię się, jak precyzyjny mechanizm musi nim sterować. Otóż, zawsze (przysięgam, zawsze!) moment tego absolutnego upadku jest jednocześnie zwiastunem nadciągającego rozwiązania. Nagle, po wszystkich tych perypetiach, dostrzegam myśl własną w całej jej jasności. I już mam wszystko, czego mi było trzeba.

Błogosławieni, którzy wiedzą, co

… albowiem oni to właśnie napiszą.

Dopiero na tym etapie pisanie zaczyna być przyjemne i satysfakcjonujące. Wszystko idzie płynnie, konspekt sporządzony z chirurgiczną precyzją czyni z procesu samego zapisu myśli działania o charakterze adaptacji treści z jednej formy na inną. Gdy muszę przerwać, jest mi żal i spełniając inne obowiązki w tym czasie, tęsknię do tego, aby móc znów usiąść przed laptopem i popłynąć przez następny akapit.

A najprzyjemniejsze ze wszystkiego jest bindowanie – gdy odbieram gotowy wydruk oprawiony w folijkę i kolorowy skoroszyt – to jest właśnie moment uskrzydlenia. I wtedy naprawdę dałabym się pokroić za przekonanie, że ja tak bardzo lubię pisać.

~K.



Proponowane teksty