fbpx

Powstanie styczniowe, powstanie rodziny: wszystkiego najlepszego, tato

Początek października, ławka pod Pałacem Kultury. Rano znowu rzucałam z bezsilności gąbkami do naczyń. Jest pochmurno, a ja siedzę w okularach przeciwsłonecznych, żeby nie było widać sinych oczu. Miętolę w rękach jakiś skrawek chusteczki, którą znalazłam w torebce. Tonący skrawka się chwyta.

– Halo?

– Kasia, czemu ty płaczesz?

– Cześć, tato.

– Tak nie może dłużej być. Daj mi chwilę.

Cisza. Dalej siedzę na tej samej ławce, nie mam już w co wycierać łez i glutów z nosa. Minęło może z dziesięć minut i znowu telefon.

– Dobra, wyprowadzasz się stamtąd. Znalazłem ci mieszkanie, jutro odbierasz klucze, idź się spakować. Mailem wysyłam umowę, Janusz sprawdzał, więc nie ma żadnych przekrętów. Muszę kończyć, bo wchodzę na spotkanie, trzymaj się.

Rodzice poznali się na obozie harcerskim. Poznali się, kiedy kolega taty przedstawił mu swoją dziewczynę, która jego dziewczyną nie pobyła już potem zbyt długo. Uwielbiam opowiadać tę historię, bo strasznie podoba mi się ten akt zawłaszczenia stanowiący mit założycielski mojej rodziny. Pierwsza lekcja od taty, której udzielił mi jeszcze przed moim urodzeniem. Jeśli na czymś ci zależy, to trzeba pójść i sobie to wziąć. Przykro mi, panie B., ale dzięki pana złamanemu sercu moja mama jest moja.

Jestem bardzo podobna do taty. Włosy, oczy, pokaźny nos, który jest znakiem rozpoznawczym naszej rodziny, odkąd, jak mawia tata, „pewien Tatar dziabnął jedną prababcię pazurem”. Oboje jesteśmy cholerykami, bywamy aspołeczni, ale dużo nam się wybacza, bo mamy fajne żarty. Po tacie mam łatwość w ogarnianiu tematów związanych z finansami, logistyką, załatwianiem spraw organizacyjnych i codziennych. Za najbliższych dalibyśmy się pokroić, ale nieraz ostrzejsze słowo wymknie nam się spod kontroli. Mamy słabość do kawy i słodkich śniadań. Kiedy mamy zły dzień, jesteśmy nieznośni jak porąbane ufoludki, ale kiedy trafi się jeden z tych lepszych – świat mamy u stóp. Kiedy moja młodsza siostra dzwoni do mnie w środku nocy: „Kasia, wypiłam trochę wina i nie chcę wracać autobusem, a iCar nie odbiera, pomóż” a za 10 min pod adres, który podała, podjeżdżają dwie taksówki: jedna dla niej, druga dla koleżanki, wtedy wiem na pewno, że płynie we mnie Andrzejowa Krew.

Kiedyś weszłam do kuchni w domu w Krakowie, patrzę: rodzice stoją przytuleni i się śmieją. Wstawiłam wodę na herbatę i tak z głupia franc pytam: mamo, czemu ty właściwie jesteś z tatą? „Bo to jest na swój sposób fajne” – odpowiedziała. A ty, tato? Dlaczego jesteś z mamą? „No a z kim innym mam być? No z kim?”. I bądź tu człowieku normalny po takich starych.

– – –
Aneks, czyli kilka lekcji, które dostałam od Taty
  • Szlachcic się nie cofa. 
  • Są trzy rzeczy, na które nie szkoda pieniędzy: bezpieczeństwo, wykształcenie, podróże. 
  • Jeśli jesteś gdzieś za wcześnie (a skoro jesteś moją córką, więc pewnie często jesteś gdzieś za wcześnie), to nie stój jak debil, tylko idź na kawę. 
  • Najważniejsze są poranne godziny. Trzeba jak najlepiej wykorzystywać czas między dziesiątą a dwunastą. 
  • Zawsze możesz się obrazić i wyjść. Na świecie jest tyle ludzi – nie spędzaj czasu z tymi, którzy nie są fajni. 
  • Zanim zrobisz sobie kawę, podgrzej filiżankę. 
  • Zawsze trzeba coś czytać. Zawsze trzeba mieć przynajmniej jedną książkę w trakcie czytania. 
  • Kobieta jest ładna, jeśli ma rysy twarzy. A nie każda ma. 
  • Trzeba mieć zawsze czyste buty. I włosy. 
  • Jak człowiek nie ma długów, to już jest bogaty. 
  • Jeśli chcesz, żeby gdzieś wpłynęła woda – wykop dołek. Bo życie nie jest typem knajpy, gdzie najpierw zamawiasz i jesz, a potem płacisz. To jest raczej taki bar, gdzie najpierw płacisz przy ladzie, a potem dopiero realizują twoje zamówienie. 
Kocham Cię, Tato
K.

Proponowane teksty